*Oczami Julki*
Obudziło mnie coś, a raczej ktoś, kto zabrał mi poduszkę spod mojej głowy. Była nią Iza. To jej ramię było moją 'poduszką'.
-Iza..? Śpisz jeszcze...? Powiedziałam zaspanym głosem.
-Eeeehhmm.... Nie, od jakieś pół minuty..
-Aaa... spoko...-Powiedziałam. Nagle ożyłam.-IZA..! PAMIĘTASZ GDZIE DZISIAJ IDZIEMY?!
-Yyyyy.... AAAAA TAK, BĘDZIE SUPER..!- Przyjaciółka też od razu szerzej otworzyła oczy.
-Która?
-10:14
-A przestawiałyśmy zegarki?
-Nie.. czyli 9:14, haha.
-Po śniadaniu obczaimy jakieś porządne Centrum Handlowe. Mam zamiar się ubrać w jakieś nowe, zajebiste, brytyjskie ciuszki, haha.
-Ummmm... Ja też. A o której chłopaki po nas przyjadą?
-o 18. Czyli w domku musimy być nie później niż o 16:30.
Zjadłyśmy śniadanie. Potem ubrałam się w to, umyłam i wykonałam inny poranne czynności. Gdy byłam gotowa poczekałam jeszcze chwilę na Izkę, i mogłyśmy iść. Wzięłam kluczyki od naszego nowego, cudownego autka. Oczywiście kłóciłyśmy się, która będzie prowadziła, jakieś 10 minut. Umówiłyśmy się, że moja BFF będzie prowadziła w jedną stronę, a ja w drugą. Po około pół godziny dojechałyśmy do wielkiego, ba, ogromnego Centrum Handlowego. Był jak 3 nasze, polskie. Łaziłyśmy rzeczywiście długo, bo około 5 i pół godziny. Ale za to obeszłyśmy wszystkie sklepy, łącznie z KFC. Kupiłyśmy wszystko, co nam się podobało. Taki kilkugodzinowy wypad kosztował nas 3 tysie. Ale- żeby nie było- na bardzo ważny cel.
Wróciłyśmy do domu, oczywiście ja prowadziłam. Była, jak przewidywałyśmy koło w pół do piątej. Ubrałyśmy się w nowe ciuchy; ja w to, a Izka w to. Ale nie od razu się ubrałyśmy, nieeeeee. Musiałyśmy w międzyczasie się o coś pokłócić, pogodzić za 3 minuty, znowu pokłócić, znowu pogodzić, iść coś zjeść, zbić szklankę, walnąć się głową o ścianę, znaleźć i wyjąć kilka rzeczy z walizek, wziąć prysznic, umyć głowę... Długoby wymieniać. Ale jakoś za 5 siedemnasta byłyśmy gotowe.
Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, mało co się nie wyglebałam twarzą o podłogę biegnąc, by otworzyć. Iza pobiegła za mną, i otworzyłyśmy drzwi gościom.
-Dzień Doo... Woooow, śliczne jesteście.- Powiedział Harry. Był zachwycony, a my się zarumieniłyśmy.
-Dziękujęmy... Ty też.- uśmiechnęła się przyjaciółka.
-Cześć ślicznotki. Pięknie wyglądacie.- Powiedział Zayn, który dopiero teraz doszedł do Hazzy.
-Hejka, wchodźcie.- Zaprosiłyśmy ich.
-To wy chodźcie do nas.- Harry.
-Oki.
Otworzyli na drzwi do samochodu jak Dżentelmeni. Kiedy byli jeszcze na zewnątrz, a my w środku, Iza powiedziała do mnie, tak po cichu:
-Ale z nas farciary.
-Ooooo tak.- Zaśmiałam się przytakując.
-To co dziewczyny jedziemy?
-Oczywiście.
Podjechałyśmy pod wielką willę. Harry z Zayn'em wysiedli, otworzyli nam drzwi, najpierw od samochodu, potem od domu.
-Zapraszamy.-Powiedzieli równo, gestem ręki zapraszając nas do środka.
Weszłyśmy przez korytarz do ślicznego, wielkiego salonu. Przy ławie siedzieli Niall, Louis i Liam, dyskutując o czymś, chyba o meczach.
-Ejjj, mieliście nie zaczynać bez nas!- Wkurzył się Hazza.
-Oooo to wy już jesteście..! Siemaneczko dziewczyny!- Powiedział blondyn wstając i idąc ku nam.-Rzeczywiście jesteście takie piękne jak nam chłopaki opowiadali!-Powiedział obejmując najpierw mnie, potem Izę. Loczek z Zaynem chyba się lekko zaczerwieni. To było takie słodkie..
-Cześć!!-Powiedziałyśmy równocześnie.
Za chwilę doszli jeszcze Lou i Li, przywitali się z nami, przedstawiliśmy się sobie, to znaczy my przedstawiałyśmy, bo znałyśmy przecież 1D.
-To co, zaczynamy imprezkę?-Zaśmiał się Louis.
-Okej!- Powiedziałam śmiejąc się z jego głupiej miny.
-To idę po piwka, hehe.-Powiedział Niall i poszedł do kuchni. Za chwilę wrócił z całą skrzynką butelek.
-Hahaha no to widzę, że grubo będzie, hahaha.- Wszyscy wybuchnęli śmiechem po moim żarcie.
Każdy wziął sobie wysoką szklankę, specjalną na piwo, i Zayn wlał każdemu zawartość butelki.
Gadaliśmy długo. O nas, o chłopakach, o ich karierze, o naszym 'szczęśliwym trafie' , o życiu, itd. Kiedy wszyscy byli już po 2 piwkach, oprócz Liama, który pił Coca-Colę z lodem, dopiero się zaczęło. Było coraz weselej. Liam o jakiś czas ganiał pijanych chłopców po domu, bo albo Niall skakał ze stołu, bo udawał orła, albo Zayn stwierdził, że kwiatki nie mogą tylko pić, ale i muszą jeść, więc zaczął pukać w kwiatka kanapką, i krzyczał na niego, żeby ją zjadł, bo jak nie to pójdzie to zgłosić odpowiednim władzom, mówiąc, że to anorektyk. Jeszcze Louis z Harry'm wzięli kartki, zrobili z nich kulki, uparcie wierząc, że to samoloty. Następnie zaczęli 'grać' w Baseball'a mopem i jabłkiem, i udałoby im się to, gdyby nie Liam stanął przy Hazzie z mopem i nie złapał jabłka rzuconego przez Lou. A my nie zrobiłyśmy nic głupiego. Chyba..
'Spotkanie' zakończyło się ostatecznie koło 23:30, kiedy Zayn narąbany zasnął na stole, a Louis nie wyrżnął na schodach i stwierdził, że mu tak wygodnie. Pozostali Jakimś Cudem doczłapali się do swoich pokoi. Liam miał nas odwieźć do domu, ale zaproponował, żebyśmy zostały na noc. Nie byłyśmy aż tak pijane, bo wypiłyśmy bodajże po jednym piwku + jedno na spółę. Bez wahania się zgodziłyśmy. Zaprowadził nas do pokoju, w którym miałyśmy spać. Nie miałyśmy z tym problemu - Zasnęłyśmy prawie od razu.
Wróciłyśmy do domu, oczywiście ja prowadziłam. Była, jak przewidywałyśmy koło w pół do piątej. Ubrałyśmy się w nowe ciuchy; ja w to, a Izka w to. Ale nie od razu się ubrałyśmy, nieeeeee. Musiałyśmy w międzyczasie się o coś pokłócić, pogodzić za 3 minuty, znowu pokłócić, znowu pogodzić, iść coś zjeść, zbić szklankę, walnąć się głową o ścianę, znaleźć i wyjąć kilka rzeczy z walizek, wziąć prysznic, umyć głowę... Długoby wymieniać. Ale jakoś za 5 siedemnasta byłyśmy gotowe.
Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, mało co się nie wyglebałam twarzą o podłogę biegnąc, by otworzyć. Iza pobiegła za mną, i otworzyłyśmy drzwi gościom.
-Dzień Doo... Woooow, śliczne jesteście.- Powiedział Harry. Był zachwycony, a my się zarumieniłyśmy.
-Dziękujęmy... Ty też.- uśmiechnęła się przyjaciółka.
-Cześć ślicznotki. Pięknie wyglądacie.- Powiedział Zayn, który dopiero teraz doszedł do Hazzy.
-Hejka, wchodźcie.- Zaprosiłyśmy ich.
-To wy chodźcie do nas.- Harry.
-Oki.
Otworzyli na drzwi do samochodu jak Dżentelmeni. Kiedy byli jeszcze na zewnątrz, a my w środku, Iza powiedziała do mnie, tak po cichu:
-Ale z nas farciary.
-Ooooo tak.- Zaśmiałam się przytakując.
-To co dziewczyny jedziemy?
-Oczywiście.
Podjechałyśmy pod wielką willę. Harry z Zayn'em wysiedli, otworzyli nam drzwi, najpierw od samochodu, potem od domu.
-Zapraszamy.-Powiedzieli równo, gestem ręki zapraszając nas do środka.
Weszłyśmy przez korytarz do ślicznego, wielkiego salonu. Przy ławie siedzieli Niall, Louis i Liam, dyskutując o czymś, chyba o meczach.
-Ejjj, mieliście nie zaczynać bez nas!- Wkurzył się Hazza.
-Oooo to wy już jesteście..! Siemaneczko dziewczyny!- Powiedział blondyn wstając i idąc ku nam.-Rzeczywiście jesteście takie piękne jak nam chłopaki opowiadali!-Powiedział obejmując najpierw mnie, potem Izę. Loczek z Zaynem chyba się lekko zaczerwieni. To było takie słodkie..
-Cześć!!-Powiedziałyśmy równocześnie.
Za chwilę doszli jeszcze Lou i Li, przywitali się z nami, przedstawiliśmy się sobie, to znaczy my przedstawiałyśmy, bo znałyśmy przecież 1D.
-To co, zaczynamy imprezkę?-Zaśmiał się Louis.
-Okej!- Powiedziałam śmiejąc się z jego głupiej miny.
-To idę po piwka, hehe.-Powiedział Niall i poszedł do kuchni. Za chwilę wrócił z całą skrzynką butelek.
-Hahaha no to widzę, że grubo będzie, hahaha.- Wszyscy wybuchnęli śmiechem po moim żarcie.
Każdy wziął sobie wysoką szklankę, specjalną na piwo, i Zayn wlał każdemu zawartość butelki.
Gadaliśmy długo. O nas, o chłopakach, o ich karierze, o naszym 'szczęśliwym trafie' , o życiu, itd. Kiedy wszyscy byli już po 2 piwkach, oprócz Liama, który pił Coca-Colę z lodem, dopiero się zaczęło. Było coraz weselej. Liam o jakiś czas ganiał pijanych chłopców po domu, bo albo Niall skakał ze stołu, bo udawał orła, albo Zayn stwierdził, że kwiatki nie mogą tylko pić, ale i muszą jeść, więc zaczął pukać w kwiatka kanapką, i krzyczał na niego, żeby ją zjadł, bo jak nie to pójdzie to zgłosić odpowiednim władzom, mówiąc, że to anorektyk. Jeszcze Louis z Harry'm wzięli kartki, zrobili z nich kulki, uparcie wierząc, że to samoloty. Następnie zaczęli 'grać' w Baseball'a mopem i jabłkiem, i udałoby im się to, gdyby nie Liam stanął przy Hazzie z mopem i nie złapał jabłka rzuconego przez Lou. A my nie zrobiłyśmy nic głupiego. Chyba..
'Spotkanie' zakończyło się ostatecznie koło 23:30, kiedy Zayn narąbany zasnął na stole, a Louis nie wyrżnął na schodach i stwierdził, że mu tak wygodnie. Pozostali Jakimś Cudem doczłapali się do swoich pokoi. Liam miał nas odwieźć do domu, ale zaproponował, żebyśmy zostały na noc. Nie byłyśmy aż tak pijane, bo wypiłyśmy bodajże po jednym piwku + jedno na spółę. Bez wahania się zgodziłyśmy. Zaprowadził nas do pokoju, w którym miałyśmy spać. Nie miałyśmy z tym problemu - Zasnęłyśmy prawie od razu.